Andrzej z Serexu o metalowych rzeźbach i szkicach. Rozmowa Michała Kotyrby

Wywiad Jasne wnętrze pracowni z drewnianym stołem i ławkami na metalowych podstawach oraz obrazem na ciemnej ścianie
Przestrzeń pracowni w Serexie na Twierdzy Boyen, fotografia z albumu dołączonego przez Michała Kotyrbę do rozmowy z Andrzejem. Źródło: archiwum autora / Galeria Sztuki Schron Giżycko. Publikacja za zgodą autora.

Od spontanicznego szkicu do metalowej rzeźby. Michał Kotyrba rozmawia z Andrzejem z pracowni w Serexie na Twierdzy Boyen.

Wnętrze pracowni w Serexie, fotografia z albumu dołączonego przez Michała Kotyrbę do oryginalnego wywiadu. Źródło: archiwum autora / Galeria Sztuki Schron Giżycko. Publikacja za zgodą autora.

Spontaniczny rysunek może stać się początkiem rzeźby wymagającej długiej pracy z metalem. O tej drodze Michał Kotyrba rozmawia z Andrzejem, twórcą pracującym w budynku Serexu na Twierdzy Boyen. Na wyraźną prośbę rozmówcy pozostajemy przy jego imieniu.

Rozmowę przeprowadził Michał Kotyrba. Publikujemy ją za zgodą autora. Pytania i odpowiedzi zachowujemy w brzmieniu rozmówców, porządkując zapis i oznaczenia osób.

Wprowadzenie Michała Kotyrby: wizyta w pracowni w Serexie

Ten wywiad jak dotąd powstawał najdłużej. Materia z którą dane mi się było zmierzyć wymagała czasu.

Sztuka zrodzona z mroku podświadomości i wykuta w ciężkim metalu – wywiad z Andrzejem

Razem z moją żoną Kasią mieliśmy niedawno niezwykłą przyjemność odwiedzić galerię-pracownię Andrzeja, mieszczącą się w historycznych murach budynku Serexu na Twierdzy Boyen. Byliśmy – i wciąż pozostajemy – pod ogromnym wrażeniem tej przestrzeni oraz niezwykłych, abstrakcyjnych form, które ze sobą współgrają, tworząc absolutnie unikalny klimat. Fascynacja twórczością artysty jest u nas tym większa, że jedna z jego rzeźb znajduje się również w zbiorach naszej Galerii Sztuki „Schron”.

Twórczość Andrzeja to niezwykłe połączenie dwóch skrajności: ulotnego, odruchowego szkicu zwanego pismem automatycznym oraz surowej, ciężkiej materii metalu, wymagającej tygodni precyzyjnej i ciężkiej pracy. Sam autor nie uważa się za klasycznego artystę akademickiego – z wykształcenia jest etnologiem i antropologiem kulturowym, co nadaje jego rzeźbom zupełnie nowy, badawczy wymiar.

Jak wygląda droga od nieświadomego gestu na kartce papieru do trwałej rzeźby? Dlaczego metalowa abstrakcja staje się pretekstem do rozmowy o kosmosie i ludzkiej naturze? O procesie twórczym, trudach łączenia pasji z prozą życia oraz poszukiwaniu własnego języka wyrazu rozmawiamy w poniższym wywiadzie.

1. Początki w mroku nieświadomości: od szkicownika do spawalni.

Michał Kotyrba: kiedy w twoim życiu pojawiło się rzeźbiarstwo ? Jak wyglądały twoje pierwsze próby przechodzenia od płaskiej kartki papieru do ciężkich form przestrzennych ?

Andrzej (nie używam nazwiska na wyraźną prośbę): Trójwymiarowe rzeźbienie w metalu zaczęło się około 10 lat temu, ale sam proces nie wziął się znikąd. To nie był nagły impuls, lecz ewolucja. Wcześniej przez długi czas było rysowanie małych

figur geometrycznych . Nie pociągała mnie sztuka figuratywna, przedstawieniowa, czy malarstwo klasyczne . Przestrzeń abstrakcji stała się i jest przestrzenią moich poszukiwań i eksploracji .

Rysując zanurzam się w proces tzw. pisma automatycznego , czyli tworzenia czegoś, co wypływa z człowieka w sposób nieświadomy , odruchowy. Na pierwszy rzut oka może się wydawać,że to pozbawione głębszego sensu, chaotyczne grezmoły .Ale wielość ich stanowi głębię, z której zaczerpuję pomysły , czy też one same z tych dalekich przestrzeni do mnie wyzierają . Coraz więcej pomysłów i idei zaczęło dobijać się na powierzchnię ( świadomości , w przestrzeń myślenia i konceptualizacji ), dlatego decyduję się zderzyć ten efemeryczny , podświadomy gest ze światem rzeczywistym. Tak rodzi się koncepcja, którą nazywam h e a v y a b s t r a c t , która to łączy w sobie dwie opozycje , dwa przeciwieństwa: ulotny, kilkusekundowy podświadomy rysunek z jednej strony i metal , ciężka materia ,wielotygodniowy proces budowania figury, która trwać może millenia z drugiej strony.

Michał Kotyrba: Gdy masz już gotowy szkic na kartce i zaczynasz go przenosić na arkusze metalu, czy forma wciąż ewoluuje ? Zdarza ci się coś zmieniać, poprawiać lub modyfikować w trakcie obróbki ?

Andrzej: Nie , w samej formie nie mogę zmieniać już nic , figura zaistniała w specyficzny dla siebie sposób już w zeszycie , dlatego nie zmieniam nic. Potrafię narysować 10, 75 czy 156 takich brył ,

choć większość z nich leży nieużywana ( przynajmniej na dany moment) . To nie szkice , to rysunek, twarda , ołówkiem prowadzona linia na kartce bez kratek , kropek czy linii . Kartka musi być czysta , rysowanie zawieszone niejako w próżni , bez odniesień czy reguł. Figur rysuję wiele, ale tylko niektóre z nich

„ z a i s t n i e j o w u j ą” , tak nazywam moment, kiedy bryła z kartki do mnie wychodzi , staje się ! Rządzi nią pewna harmonia linii , balans , napięcie , konstelacja linii, w którą ingerować już nie mogę , figura nabiera autonomii . Sam proces przenoszenia jest super konsekwentny: skanuję rysunek, projektorem rzucam obraz na ścianę i względem własnego ciała i cielesnego odczucia odpowiednio skaluję. Wchodzę tym działaniem w dialog z określającą nas, czy opisującą nas architekturą. Tak naprawdę nie słucham jej

Tak uzyskany projekt przenoszę do warsztatu/pracowni , gdzie cierpliwie realizuję go w metalu.

Ale i tutaj tworzą się czy odkrywają się kolejne warstwy tego procesu, nowa jego dynamika: buduję wymiar fraktalny elementów składowych, odkrywam zależności geometryczne, pojawiają się liczby i matematyka ( moja matematyka). Wiele tych elementów ma charakter emergentny, wyłaniają się w trakcie pracy i dlatego , mimo wielu trudności technicznych jest to proces mocno ekscytujący , bo co rusz odkrywam coś nowego i racjonalizuję nową rzeczywistość.

2. Wyjście w teren nieznany: rzeźba jako praktyka antropologiczna

Michał Kotyrba: W twoim podejściu do tworzenia słychać mocny rytm badawczy. Często podkreślasz zresztą, że nie czujesz się klasycznym artystą akademickim…

Andrzej: Bo nim nie jestem. Studiowałem Etnologię i Antropologię Kulturową , nie sztukę . I powiem szczerze, że przez jakiś czas miałem trudność z nazewnictwem tego co wytwarzam i kim w tym

procesie staję się i jestem. Definiowanie pozostawiam innym. I sobie pozostawiam na to czas. Doświadczenie uniwersyteckie i zdobywana tam wiedza , podróże w odrębne kręgi cywilizacyjne ,

nie tylko kulturowe, dalekiej Japonii, Indii, Tybetu , kontakt ze Światem Arabskim, doświadczenie odmiennego stanu świadomości , „mała” śmierć na stole operacyjnym. Mówię o tym wszystkim by

umocować moje antropologiczno – artystyczne działanie , bo jeśli nawet będące ślepym zapędem, to jednak mające bogaty zasobnik do destylacji i eksperymentacji, do przetwarzania i tworzenia. To

dość szerokie spektrum poznania, mojego poznania, daje asumpt do stwierdzenia jak daleko wysięga pierwiastek ludzki, jak obszerna jest nasza wiedza. Nie da się jej objąć w 3 zdaniach i

dlatego język symbolu wydał mi się, i wydaje odpowiednim polem eksploracji i poszukiwań , a Abstrakcja wynikiem wszechstronnego badania , próbą opisu całości. Antropolog rusza w nieznane, zbiera i gromadzi materiał, przywozi go do domu. Tłumaczy

i przekłada na nasze kody kulturowe , kody językowe, przybliża naszemu rozumieniu. Ja wychodzę w przestrzeń naszego umysłu, w przestrzeń nieświadomą, zanurzam się w piśmie automatycznym skąd wynoszę nowe kształty, nie-byłe-wcześniej bryły. Tworzę swoisty horyzont zdarzeń. Oswajam je teraz, buduję wokół nich opowieść , narrację, swój ciąg myślowy i komunikując zapraszam Innych do spotkania i rozmowy. Rzeźby stanowią nową przestrzeń

dyskusji, nowych definicji i spojrzeń , we wspólnej wymianie myśli tworzy się rozumienie i konsensus.

Michał Kotyrba: Czym zajmujesz się poza pracownią rzeźbiarską ? Czy sztuka pozwala ci na codzienne utrzymanie ?

Andrzej: Nie, rzeźba nie jest moim źródłem utrzymania. Wyjeżdżam za granicę pracować na budowie , maluję ludziom mieszkania . Proza życia, tak zarabiałem na studia , i teraz zarabiam na życie i realizację swoich wizji. Choć teraz , kiedy wyraziwszy swoje abstrakcyjne idee, wchodzę w przestrzeń użytkową domu i ogrodu. Raz, po to by ją urozmaicić niecodzienną formą, a dwa – to szukać nowych źródeł dochodu właśnie.

3. W poszukiwaniu sensu: kosmiczna odyseja i gra ze światłem

Michał Kotyrba: Do czego dążysz poprzez swoją twórczość ? Czy istnieje punkt, w którym poczujesz się w pełni usatysfakcjonowany jako twórca ?

Andrzej: W tym procesie nie ma sztywnych granic ani odgórnie wyznaczonego celu. Całe to działanie to poszukiwanie sensu, usensownienie rzeczywistości , mierzenie się z samym sobą , z innymi ludźmi , ze Światem. Dobrym , w pełnym słowa znaczeniu, i ważnym momentem jest dla mnie bezpośrednie spotkanie z widzem/ odbiorcą. Kiedy jestem w galerii i widzę ludzi, którzy nierzadko skonsternowani , krążą wokół abstrakcyjnych form ,nie rozumieją , nie widzą tego . podchodzę do nich , wprowadzam w moje koncepcje i motywacje, pytają, mówią o swoich rozumieniach i wizjach, zaczynamy rozmawiać. Pojawia się uśmiech, podziękowanie , uścisk dłoni. To bardzo satysfakcjonujące i budujące … może tu realizuje się dążność artysty , do bycia rozumianym . Wystawa ma swój tytuł : HOME . Antropologi3.0 . Staram się akcentować naszą kosmiczną sytuację w świecie, naszą kosmiczną egzystencję w jej jak najszerszym rozumieniu. W takich

kategoriach nie ma granic, bo chyba nigdy nie znajdziemy ostatecznych odpowiedzi. Będziemy za nimi podążać…

Michał Kotyrba: Tworzenie w metalu wymaga skupienia. Czy praca w pracowni przebiega u ciebie w ciszy, czy towarzyszy ci muzyka ?

Andrzej: Muzyka na różnych etapach pracy się pojawia , jest . Ale nie w warsztacie, kiedy pracuje z metalem . Rzeczywiście wymaga ona dużo skupienia i ostrożności – pracuję z ostrymi krawędziami

i wymagającymi koncentracji maszynami. Muzyka nierzadko towarzyszy kiedy rysuję , ale generalnie lubię głęboko kontemplować cały proces , dużo się dzieje i potrzebuję być uważny. Muzyka obecna jest w moim życiu w zupełnie innym wymiarze. Za granicą jestem zaangażowany w podziemną scenę muzyki elektronicznej i współorganizuję wydarzenia typu rave. Tam jest przestrzeń na dźwięk, a w pracowni pochłania mnie czysty proces mechaniczny i praca z materią.

Michał Kotyrba: Gdzie obecnie można zobaczyć twoje prace na żywo ?

Andrzej: Dzięki dobrej współpracy z Twierdzą Boyen , dużemu wsparciu ze strony Dyrekcji GCK i przychylnemu stanowisku Władz Miasta udało mi się pozyskać , czy odzyskać dużą i bardzo atrakcyjną przestrzeń na Twierdzy w budynku Serexu na pierwszym piętrze. To obszerna sala z parkietem, do której ostatnio dołączyliśmy dwa kolejne pomieszczenia, poszerzając wystawę o

kolejne eksponaty. Wystawa tym samym się znaczeniowo domknęła i uspójniła. W okresie letnim drzwi otwarte są dla każdego – zapraszamy!

4. Przyszłość wykuwana w metalu: pamięć i czas

Michał Kotyrba: Czy masz swoich mistrzów lub artystów, którzy stanowią dla ciebie bezpośrednią inspirację ?

Andrzej: Nie, nie mam i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Przez kilka lat, kiedy kształtowałem swój styl i warsztat celowo unikałem chodzenia do galerii czy przeglądania albumów ze sztuką, aby niczym się nie sugerować. Chciałem wypracować własny, autentyczny język formy. Dziś mam pewność, że nikogo nie naśladuję i nikt nie imituje mnie. Ta konstatacja zbiegła się w czasie z rozumieniem, że nie da się do końca sztuki unikać, bo jest wszędzie dookoła , oddychamy nią w telewizji, książkach, internecie, w reklamach , na ulicach , w świątyniach . Jest wszędzie . A ja jestem spokojny , mam swój styl, swój język wyrazu

Michał Kotyrba: Czego należałoby ci życzyć na dalszą drogę twórczą ?

Andrzej: Kasy ! ( śmieję się ) Otwarcie to mówię, bo pieniądze zapewniają spokój i kupuję za nie czas, który spędzam w pracowni. Człowiek z pewnym wieku inaczej zaczyna wartościować swój czas, a kilkumiesięczne wyjazdy zarobkowe sprawiają, że cenne miesiące uciekają między palcami. Chciałbym móc w pełni zanurzyć się w pracowni i realizować pomysły, zalegające dzisiaj na

półkach. Wiem, czuję, że pasja moja nie uleci ze mnie tak szybko, bo tak naprawdę nie wzięła się ona nagle , dziesięć lat temu. Towarzyszyła mi ona od dzieciństwa i była zauważana przez Rodziców, znajomych i w szkole. Na przykład przez Pana Pileckiego, który zachęcał i obserwował. Odszedł od

nas niedawno i żałuję, że nie udało nam się spotkać, zobaczyć mojej wystawy i porozmawiać o sztuce i artystycznym zaangażowaniu w Świat. To wszystko wywodzi się z najmłodszych lat, siedzi głęboko w Człowieku i wydaje mi się, że będę tworzył dalej, niezależnie od okoliczności .

Na prośbę rozmówcy nie podajemy nazwiska. Wypowiedź o letnim otwarciu wystawy opisuje okres wskazany w rozmowie i nie stanowi aktualnego harmonogramu zwiedzania.

Więcej rozmów znajdziecie w cyklu wywiadów Michała Kotyrby.

Pierwotna publikacja: Galeria Sztuki Schron Giżycko. Rozmowa: Michał Kotyrba. Publikacja za zgodą autora.

Autor

Mikołaj Kozikowski

Zobacz wpisy autora

Dyskusja

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie będzie widoczny publicznie.