Wywiad

Grażyna Darska o teatrze, tremie i „Żywii…”. Rozmowa Michała Kotyrby

Grażyna Darska opowiada Michałowi Kotyrbie o pracy z zespołem, przełamywaniu tremy i tworzeniu spektaklu „Żywia...” w Giżycku.

Rozmowę przeprowadził Michał Kotyrba. Publikujemy ją za zgodą autora. Pytania i odpowiedzi zachowujemy w brzmieniu rozmówców, porządkując zapis i oznaczenia osób.

Grażyna Darska o początkach teatralnej drogi

Michał Kotyrba: Na początek cofnijmy się w czasie. Skąd w ogóle wzięła się u Pani miłość do teatru? Czy od początku wiedziała Pani, że będzie reżyserować, czy miała Pani wcześniej jakieś doświadczenia aktorskie?

Grażyna Darska: W zasadzie od dziecka chodziło mi po głowie, że chciałabym być aktorką, ale marzyłam też o pisaniu książek dla dzieci. Zawsze ciągnęło mnie na scenę, chociaż byłam wyjątkowo nieśmiałą osobą. W szkole podstawowej stale zgłaszałam się do recytowania wierszy czy roli narratora. Czytałam też opowiadania przed całą klasą. W

szkole średniej trafiłam na zajęcia teatralne do pani Janik, gdzie grałam przez rok. Po maturze zdałam egzaminy do studium teatralnego w Ciechanowie i tak to się zaczęło. Pozyskałam pracę w Giżyckim Centrum Kultury, czasem sama nie wiem, czy tak bardzo chciałam, czy los za mnie zdecydował. Jestem w tym już od 37 lat.

Michał Kotyrba: Prowadzi Pani grupy młodzieżowe i dziecięce. Jak w dzisiejszych czasach, gdy młodzi ludzie są tak zanurzeni w cyfrowym świecie i telefonach, wzbudzić w nich wrażliwość na teatr i przekonać do realnej sceny?

Grażyna Darska: To rzeczywiście bardzo trudne. Kiedy zaczynałam pracę, wyglądało to zupełnie inaczej. Myślę jednak, że przyciągam ich swoją metodą pracy. Młodzież, mimo obecnych czasów, wciąż szuka możliwości artystycznej wypowiedzi. Zapisują się, przychodzą i sprawdzają, czy to dla nich. Część odchodzi, ale z tymi, którzy zostają, udaje się stworzyć coś wyjątkowego. Moja metoda ewoluowała. Dużo dały mi wyjazdy na festiwale oraz udział w warsztatach teatralnych. Daję młodym ludziom przestrzeń na to, by mogli się wypowiedzieć, nie narzucam im gotowego scenariusza. Kluczem jest dawanie przestrzeni. Najpierw są warsztaty, a potem wspólnie wchodzimy w proces twórczy. Zespół buduje spektakl razem, co niezwykle mocno go integruje. W teatrze niezawodowym – a słowo amator pochodzi przecież z francuskiego i oznacza miłośnika, kogoś robiącego coś z serca – bardzo często widziałam grupy mające do przekazania więcej niż teatr zinstytucjonalizowany. Młodzież musi po prostu dostrzec tę przestrzeń dla siebie.

Jak powstawała „Żywia…” Teatru Luna?

Michał Kotyrba: Przejdźmy do Pani ostatniego spektaklu, „Żywia…”. Skąd wziął się pomysł na tę inscenizację i jak wyglądał początek pracy?

Grażyna Darska: Od jakiegoś czasu mówiłam, że chcę założyć teatr dla dorosłych. Ta wiadomość dotarła do Eli Tomaszewskiej, która zagrała u nas Annę Zielarkę. Zadzwoniła do mnie i zachęciła do działania. Niedługo potem przyszedł Darek Matyjas z książką zawierającą „Mazurskie opowieści” autorstwa Jadwigi Tressenberg. Znałam te opowieści wcześniej i wiedziałam, że to świetny materiał. Ustaliliśmy spotkanie organizacyjne i przyszło sporo osób. Z czasem grupa się uformowała i rozbudowała. Praca nad scenariuszem przebiegała inaczej, niż niektórzy oczekiwali. Dorośli bywali niecierpliwi, pytali o

gotowy tekst, a ja miałam go przede wszystkim w głowie. Potrzebowałam czasu warsztatowego, by poznać tych ludzi, ich temperamenty i osobowości. Nie robiłam tradycyjnego castingu. Wolałam stworzyć grupę i dobrać role tak, by rezonowały z aktorami. Na scenie musi być prawda, żeby widz uwierzył.

Wybierając trzy opowieści, „Annę Zielarkę”, „Wilhelminę i jej diabelskie ziele” oraz „Zemstę Mieszkanki Znad Żywego”, wiedziałam też od początku, że w sztuce musi pojawić się postać reprezentująca zło- taką funkcję pełni Pan ze Sztembachu.

Darek, który przyniósł legendy, naturalnie wszedł w tę rolę w trakcie naszej pracy. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, szczególnie w poruszającej scenie z parobkiem Michałem. Pan ze Sztembachu stał się bezwzględnym uosobieniem zła i chciwości, co nadało dramaturgii niesamowitego ciężaru i wyrazistości. Chciałam stworzyć spektakl o kobietach i ponadczasowych relacjach międzyludzkich. Szukałam też postaci nieoczywistych. Yaki od samego początku miała w sobie coś tak niesamowitego, że patrząc na nią, miałam wrażenie obcowania z istotą pozaziemską, stworzyłam z niej postać nieziemską, łącznik z magią. Z kolei rolę

Leśnicy zaproponowała Beata, która bardzo przeżyła tę historię i głęboko weszła w emocje swojej postaci. Spektakl porusza ważne tematy: ingerencję człowieka w naturę, zawiść, ale i niezwykłą serdeczność.

Michał Kotyrba: Poza Elą Tomaszewską większość odtwórców nie miała wcześniej doświadczenia ze sceną. Jak przełamuje się u nich obawę przed oceną i autocenzurę?

Grażyna Darska: Trema towarzyszy wszystkim, nawet zawodowcom. Michał Niklas na przykład obawiał się występów, bo jako dziecko uciekł ze sceny, a na premierze zarówno w scenie z Panem ze Sztembachu, jak i w całym spektaklu zagrał wyśmienicie, z wielką odwagą. Podobnie Ala, grająca Wilhelminę, dałam jej rolę w kontrze do jej

przywódczego charakteru, a zagrała znakomicie. Znam tremę z autopsji. Tłumaczę im, że na tremę jest tylko jeden sposób: jak najczęstsze wychodzenie na scenę. Zasada „ja jestem okej i ty jesteś okej” pomaga zyskać szacunek do siebie i do widza.

Praca z zespołem i dalsze plany teatralne

Michał Kotyrba: Czy lepiej pracuje się Pani z młodzieżą, czy z dorosłymi?

Grażyna Darska: Pracuje się inaczej. Z dziećmi jest najłatwiej, bo są elastyczne i chętne do prób. Młodzież ma już myślenie krytyczne, ale kiedy da im się przestrzeń, chętnie podejmują wyzwania. Z dorosłymi wyzwaniem było zrozumienie mojej metody pracy. Nawykli do tradycyjnego tekstu musieli zaufać procesowi, w którym to ruch,

relacje i obraz tworzą teatr. Dopłynęliśmy jednak do brzegu i widzimy ogromną satysfakcję. Bilety na kolejne przedstawienia świetnie się sprzedają, planujemy pokazy dla szkół, występy plenerowe w maju oraz wyjazdy.

Michał Kotyrba: Jakie ma Pani plany na przyszłość z zespołem?

Grażyna Darska: Teraz czas na krótki odpoczynek i dalsze warsztaty. Chcemy grać „Żywię..” w obecnym składzie, ale myślimy już o nowym spektaklu. Zespół zaproponował, by tym razem zrobić coś współczesnego. Dla mnie „Żywia… również jest sztuką niezwykle aktualną, traktuje przecież o zawiści, linczu i relacjach, które dotykają nas dzisiaj

dokładnie tak samo, jak kiedyś. Włożyłam w ten spektakl całe swoje emocje i cieszę się, że widzowie to odbierają.

Michał Kotyrba: Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów teatralnych!

Zapowiedzi i plany zespołu w odpowiedziach odnoszą się do czasu rozmowy. Informacje o spektaklu i jego terminach znajdziecie w materiale o „Żywii…” Teatru Luna w Giżycku.

Więcej rozmów znajdziecie w cyklu wywiadów Michała Kotyrby.

Pierwotna publikacja: Galeria Sztuki Schron Giżycko. Rozmowa: Michał Kotyrba. Publikacja za zgodą autora.

Autor

Mikołaj Kozikowski

Zobacz wpisy autora

Dyskusja

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie będzie widoczny publicznie.