Rozmowę przeprowadził Michał Kotyrba. Publikujemy ją za zgodą autora. Pytania i odpowiedzi zachowujemy w brzmieniu rozmówców, porządkując zapis i oznaczenia osób.
Wprowadzenie Michała Kotyrby do cyklu „Dźwiękiem i pędzlem”
Startuję z nowym cyklem, który rodził się w mojej głowie, odkąd zacząłem pracować w Galerii Sztuki „Schron”. Jako psychofan i wręcz pasjonat szeroko pojętej muzyki rockowej wiedziałem bowiem, jak wielu muzyków para się również malarstwem. Doskonale znałem twórczość Tomka Budzyńskiego czy tragicznie zmarłego lidera składu Düpą, Piotrka Marka. Okazało się, że malują również Piotr „Mizerny” Liszcz, Natalia Niemen czy Kamil Sipowicz. Po serii wywiadów, które przeprowadziłem z artystami związanymi z naszą galerią, postanowiłem zwrócić się do wymienionych wcześniej artystów (w przypadku Piotra Marka, był to jego syn rzecz jasna) i zapytać, czy byliby czymś takim zainteresowani. Ku mojej olbrzymiej radości zgodzili się i przed Państwem pierwszy z serii wywiadów.
Piotr „Mizerny” Liszcz jest współzałożycielem kultowych rzeszowskich składów: Wańki Wstańki oraz fenomenu na polskiej scenie muzycznej, zespołu 1984. Od kilku lat boryka się z depresją i innymi dolegliwościami, jednak za sprawą partnerki (niskie ukłony!) Almy Bury zgodził się odpowiedzieć mi na kilka pytań. Piotr maluje obrazy genialne, dlatego odsyłam Was do galerii pod postem. Zatem startujemy i żeby nie było, że nie ostrzegałem!
Piotr Liszcz o początkach malowania i pracy nad obrazem
Michał Kotyrba: Twoje obrazy charakteryzują się bardzo wyrazistym, często mrocznym, psychologicznym klimatem i mocną fakturą. Jak wyglądał Twój moment przełomowy jako malarza? Kiedy poczułeś, że pędzel i płótno dają Ci coś, czego nie jest w stanie przekazać muzyka?
Piotr „Mizerny” Liszcz: Całe życie malowałem, szkicowałem. Były momenty, że poświęcałem temu każdą wolną chwilę. To działo się niezależnie ode mnie. Malarstwo uważam za najtrudniejszą ze sztuk. Wymaga niesamowitego oderwania się od rzeczywistości. Malowanie, szkicowanie, rysowanie, całe to tworzywo, daje mi możliwość odejścia od schematów, których wymaga muzyka i odbiorca, który jest przyzwyczajony do stałych ram, w których się poruszam.
Pierwszy obraz farbami akwarelowymi namalowałem w wieku siedmiu lat. Pamiętam, że wygrałem z tym obrazem konkurs dla dzieci. Po szkole podstawowej, poszedłem do szkoły zawodowej, kompletnie oderwanej od sztuki, gdzie większość czasu, wkładałem turbinki do odkurzaczy. Za namową wychowawcy, opuściłem tą szkołę bez dalszych planów. Nie miałem mentora, który mógłby pokierować mnie na konkretną drogę. Nagle wpadł mi do głowy pomysł, żeby dostać się do liceum plastycznego i dostałem się tam. Jednak rzeczywistość nie pokrywała się z moimi oczekiwaniami i po roku z niej zrezygnowałem, by zająć się muzyką, bo wtedy już grałem pierwsze koncerty i festiwale. Żyliśmy w ciężkich czasach komuny. Jako młody chłopak, widziałem w tym swoją przyszłość.
Kiedy maluję tracę połączenie z tu i teraz. Mogę pozwolić sobie na większy brak kontroli niż w muzyce. To medytacja. Podobnie jak tworzenie muzyki.
Michał Kotyrba: W muzyce 1984 istotny jest rytm i nastrój. Jak wygląda Twój proces powstawania obrazu – czy malujesz w ciszy, czy towarzyszy Ci dźwięk? Czy malowanie to dla Ciebie akt podświadomy i intuicyjny, czy od początku masz w głowie jasną wizję efektu końcowego?
Piotr „Mizerny” Liszcz: Jeżeli chcę namalować złość, to emocje, które wkładam w obraz, to złość, jeżeli chcę namalować swój relax czy dobry nastrój, dzieje się podobnie. To emocje są pierwsze, instynkt jest tego bazą. Wiele rzeczy dzieje się niezależnie ode mnie i czasami czuję się jakbym nie był autorem swoich tworów, a coś bardzo duchowego przenika mnie kiedy maluję. Jestem agnostykiem, a jednocześnie interesuję się fizyką kwantową. Wszystko to przeplata się ze sztuką. W trakcie tworzenia zmieniają się też emocje i wychodzę poza bazę początkową. Kiedy maluję lubię samotność i ciszę. Moją jedyną myślą jaka mi towarzyszy, to myśl, żeby obraz był wielowymiarowy.
Michał Kotyrba: W Twojej twórczości plastycznej częstym motywem są postaci, cienie, przestrzenie pełne niepokoju. Co najsilniej karmi Twoją wyobraźnię – sny, literatura, obserwacja ludzkich emocji, czy może sama struktura farby i płótna?
Piotr „Mizerny” Liszcz: To wszystko razem, karmię się wszystkim co przeżywam. Moimi relacjami z ludźmi, książkami, które przeczytałem, obrazami, sztuką w całej rozciągłości, która do mnie dociera. Niewątpliwie wpływ na to co robię, mają moje lęki, obawy, sny. Chęć zgłębienia tajemnicy poprzez tworzywo. Mam obsesję śmierci. Nic bardziej nie interesuje mnie od dziecka, jak chęć zrozumienia skąd i dokąd zmierzamy.
Struktura jest bardzo ważna i zależy od farb, krórych używam, a maluję nie tylko farbami i te obrazy powstają w bardzo specyficzny sposób. Czasami łamię swoje obrazy lub zamalowuję, potem na tej fakturze, która zostaje, powstaje następny obraz. To jest totalnie emocjonalny proces.
Sztuka, technologia i kolory muzyki 1984
Michał Kotyrba: Zimna fala z lat 80. wyrastała z konkretnego klimatu społecznego i materialnego. Jak patrzysz na malarstwo dzisiaj, w czasach zalewu obrazów generowanych przez cyfrowe narzędzia i AI? Czy dotyk fizycznego płótna i zapach farby stały się wręcz aktem oporu?
Piotr „Mizerny” Liszcz: Nie patrzę na to, jako na akt oporu, bo to nie miałoby sensu. Żyjemy w czasach sztucznej inteligencji i musimy to sobie uświadomić. Ja akurat interesuję się rozwojem Al od wielu lat. Widziałem obrazy, tworzone przez Al, które ciężko odróżnić od malarstwa człowieka. Dopóki nie ma humanoidalnych robotów , pozostają koncerty i spotkania lub wystawy , w których ludzie uczestniczą fizycznie. To co dzieje się w tej chwili jest jednocześnie przerażające i fascynujące.
Największą siłą oporu jest kontakt człowieka z człowiekiem. Podobnie dzieje się z muzyką, czy np. matematyką, która jest nazywana królową nauk. Tak- malarstwo, sztuka, bezpośrednie interakcje z ludźmi, są w tym momencie coraz bardziej ograniczone poprzez technologię. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z malowaniem, nie stać mnie było na farby i płótna. Pozostawały mi kartki papieru z bloku. To były ciężkie czasy, ale pomimo swojego ciężaru, bardzo twórcze. Wszystko działo się tu i teraz. Ludzie byli dla siebie bardziej serdeczni, pomocni i otwarci, chociaż w Polsce, tu gdzie mieszkałem, nigdy nie było z górki. Żyjemy w jednych z najbardziej przełomowych czasów w historii człowieka i czuję się w tym trochę zagubiony. Wtedy tej niepewności nie było. Ludzie przychodzili na koncerty, pragnęli sztuki na żywo. Niedługo, jeżeli to będzie zmierzało w stronę zastępowania ludzi, poprzez sztuczną inteligencję, to na koncerty robotów, będą przychodziły roboty
Najgorszą rzeczą jaką zaobserwowałem, jest to, że zatracamy, ducha. Ducha wiary, ducha walki, ducha niezłomności i ciekawości świata, bo wszystko jest bardzo łatwo dostępne. Żyjemy w bardzo komercyjnych i konsumpcyjnych czasach.
Michał Kotyrba: Czy zdarzyło Ci się kiedyś namalować obraz, który stał się bezpośrednią inspiracją do napisania utworu (lub odwrotnie)? Czy dźwięki zespołu 1984 mają dla Ciebie konkretne kolory?
Piotr „Mizerny” Liszcz: Tak namalowałem taki obraz i był tylko jeden. Ciekawe pytanie. Była to wizja utworu Terror Stygmatyzer. Trudno mi go opisać słowami. Niektórzy widzą w tym obrazie Inkaskie wzorce, widzą tą metafizykę, o którą mi chodziło. Niestety nie posiadam tego obrazu, gdyż wyjechał z moim przyjacielem w postaci prezentu, do Nowego Jorku.
Jeżeli chodzi o drugą część pytania: tak. Zawsze widziałem kolory w muzyce. Napisałem o tym, w jednym z teksów” grają kolory ” – w utworze Tu nie będzie rewolucji. One pojawiają się i znikają w mojej głowie, kiedy gram czy tworzę. Od oślepiającej bieli po smolistą głęboką czerń. Towarzyszy mi cała paleta kolorów. Widzę tak też ludzi. Kolory odgrywają w moim życiu bardzo wielka rolę.
Michał Kotyrba: Dla wielu zespołów muzycznych oprawa graficzna to tylko dodatek. W Twoim przypadku malarstwo i muzyka stanowią jedność. Jak podejmujesz decyzje dotyczące projektowania okładek czy scenografii koncertowej? Czy traktujesz płyty 1984 jako dzieła totalne?
Piotr „Mizerny” Liszcz: Jeżeli chodzi o tworzenie, malowanie, mam w stosunku do siebie uporczywy kompleks, którego źródła nie mogę znaleźć. Niska samoocena bardzo utrudnia mi życie. Nigdy nie naciskałem na projekty okładek i poprzez brak asertywności wiele razy szedłem na kompromisy. Tak na prawdę, jest to dla mnie duży ciężar, z którym zmagam się od lat i jest też częścią mojej choroby. Nigdy nie pojawiła się okładka, ani żadne wydawnictwo z moimi pracami.
Czy traktuję płyty 1984 jako dzieła totalne ? To bardzo złożone pytanie. Nie mogę powiedzieć, że tak, bo uznano by mnie za bałwochwalca, a jednocześnie wiem, że każda z tych płyt jest w pełni zaplanowanym organizmem. I mam nadzieję, że tak jest rozumiana. Każda ma inny koloryt. Inny zestaw barw. Jeżeli chodzi o scenografię lub wizualizację na koncertach, to jest to współpraca często na dosłownie chwilę przed koncertem. Zawsze przywiązuję do tego wagę, ale ze względów czysto technicznych, nie zawsze mi się to udaje.
Zespół 1984, pisanie tekstów i własna droga
Michał Kotyrba: Zespół 1984 powstawał w zupełnie innej rzeczywistości (Rzeszów, lata 80., Jarocin). Przebyłeś z tą grupą długą drogę, zmieniały się składy i brzmienie. Co stanowi ten niezmienny, pierwotny „pierwiastek 1984”, który sprawia, że grając po latach, wciąż jesteście wierni własnemu duchowi?
Piotr „Mizerny” Liszcz: Nie wiem. Głupio mi napisać, że ja scalam ten byt, ale jestem jedynym stałym elementem tego tworu
Moje przekonania są niezmienne, wierzę w te same wartości, w to samo człowieczeństwo i wciąż odczuwam w sobie bunt. Jest też coś, jak określają to ludzie, coś metafizycznego, coś czego ja nie potrafię jasno sprecyzować, ale z relacji ludzi, wiem, że tak to odbierają. Pewna godność. Nie jestem jedynym liderem , który prowadzi swój zespół przez lata i jest wierny swoim przekonaniom. Jest nas kilku.
Michał Kotyrba: Twoje teksty piosenek zawsze były bardzo poetyckie i plastyczne. Czy pisząc teksty, czujesz się bardziej muzykiem, czy po prostu malujesz słowami?
Piotr „Mizerny” Liszcz: Maluję słowami. To bardzo dobre określenie. Widzę obrazy, przypominają mi się rozmowy, filmy. Tutaj sprawa ma się podobnie jak z malarstwem. To bardzo podobny proces. Działam tutaj intuicyjnie, ale odbywa się to na wielu polach i każde z nich ma swoje ramy. Te pola to aranżacja, rytm, kompozycja. Porównałbym to do nakładania warstw w malarstwie, aż do momentu, w którym faktura będzie miała wyraz, głębię.
Nierzadko tekst rodzi się w jednej chwili razem z muzyką. Napisałem tak wiele utworów. Dużo piszę do szuflady i czasami też do niej sięgam. Często teksty przychodzą mi do głowy na samotnych spacerach. O dziwo je pamiętam. Wracam do domu, podłączam maszynerię i powstaje nowy utwór.
Michał Kotyrba: Kim jest dziś Piotr „Mizerny” Liszcz? Gdybyś miał opisać siebie jednemu człowiekowi, który nigdy nie słyszał Twojej muzyki i nie widział Twoich obrazów – kim jest dziś Piotr „Mizerny” Liszcz? Malarzem, który gra, czy muzykiem, który maluje?
Piotr „Mizerny” Liszcz: Jedno i drugie. Opisał bym siebie jako bardzo zagubionego człowieka, pełnego lęków i niepokoju. Czuję ciężar lat. Z wiekiem przysłowiowy Syzyfowy kamień, staje się da mnie coraz cięższy, jednocześnie mam niebagatelne doświadczenie. Moje życie pomimo ciężaru, było i jest bardzo nasycone kolorami. Określają mnie jako artystę, więc w to uwierzyłem, gdyż nie miałem innego wyjścia.
Od autora rozmowy: Ps. W tym miejscu składam gorące podziękowania dla Almy Bury, bez której nic by się nie udało. Pozdrawiam serdecznie oczywiście również Piotra.

Więcej rozmów znajdziecie w cyklu wywiadów Michała Kotyrby.
Pierwotna publikacja: KorbArt. Rozmowa: Michał Kotyrba. Publikacja za zgodą autora.
Dyskusja
0 komentarzy