T/Aboret o improwizacji, zmieniającym się składzie i planach na drugą płytę. Rozmowa Michała Kotyrby

Wywiad Natalia Czekała, muzycy T/Aboretu i Michał Kotyrba po koncercie w Giżycku

Natalia Czekała z T/Aboretu opowiada Michałowi Kotyrbie o początkach zespołu, improwizacji, pracy nad drugą płytą i koncercie w Giżycku.

Rozmowę przeprowadził Michał Kotyrba. Publikujemy ją za zgodą autora, zachowując treść pytań i odpowiedzi bez zmian.

Rozmowa z Natalią Czekałą z T/Aboretu

Pamiętacie Scenę Centrum w zeszłym roku i występ 12 lipca zespołu T/Aboret? Na chwilę wrócimy do tego wydarzenia za sprawą wywiadu którego udzieliła nam Natalia Czekała stanowiąca trzon zespołu, grająca na fortepianie i śpiewająca, trzon tego przedsięwzięcia. Wywiad tradycyjnie przeprowadził Michał Kotyrba, a jego zapis znajdziecie poniżej. Miłego odbioru!

Michał Kotyrba: Jak zaczęła się Wasza współpraca?

Natalia Czekała: Początek działań twórczych pod szyldem T/Aboretu to rok 2015. Na początku byliśmy we troje: Artur Siejka, Karolina Matuszkiewicz i ja. Karolinę poznałam jeszcze na studiach i była jedną z pierwszych osób, które bardzo mocno kibicowały temu, żeby tworzyć, działać i grać. Jej obecność była dla mnie ważna także dlatego, że dawała dużo wiary w to, że warto tę rzecz rozwijać. Po jakimś czasie dołączył Krzyś i mam poczucie, że właśnie wtedy T/Aboret naprawdę ruszył. Przez kilka lat graliśmy w tym składzie, dużo ze sobą pracowaliśmy i właśnie wtedy zaczął się kształtować nasz język muzyczny. Później Artura zastąpił Jacek, ale Krzyś został i do dziś jesteśmy jedynymi stałymi członkami zespołu.

Myślę, że T/Aboret w dużej mierze działa dzięki temu, co dzieje się pomiędzy mną a Krzysiem. Ja naturalnie ciągnę zespół w stronę kompozycji, budowania materiału, szukania tematów wokół których możemy tworzyć. Krzyś ma z kolei ogromną potrzebę popychania rzeczy do przodu, nadawania im kierunku i sprawdzania, dokąd jeszcze możemy z nimi dojść. Bez jego energii pewnie wiele rzeczy pozostałoby na etapie pomysłów. Te dwie energie bardzo dobrze się uzupełniają — wzajemnie się napędzamy i chyba właśnie to jest jednym z najważniejszych motorów T/Aboretu.

Początkowo mobilizacji do pracy nad repertuarem szukaliśmy w zgłoszeniach do konkursów festiwalowych. Dzięki temu zdobyliśmy między innymi nagrody na Mikołajkach Folkowych, Famie czy Ladies Jazz Festival. Taki sposób planowania pracy był chyba jeszcze trochę pokłosiem edukacji klasycznej, gdzie motywacją do przygotowania repertuaru często bywają właśnie konkursy.

Ostatecznie jednak dużo ważniejszy okazał się fun ze wspólnego muzykowania — z szukania, wszelkich rozkmin nad budowaniem kompozycji, stawiania pierwszych kroków w świecie improwizacji i autorskiego tworzenia. Z czasem właśnie ten proces stał się dla nas ważniejszy niż jakikolwiek zewnętrzny cel.

Michał: Wiem, że jesteście po szkołach muzycznych, czy gracie również repertuar typowo klasyczny, pracujecie w filharmonii?

Natalia: Nie wszyscy jesteśmy po szkołach muzycznych. I to jest bardzo istotne, bo moim zdaniem tym, co nas łączy, jest pewnego rodzaju wrażliwość, ale tym, co sprawia, że T/Aboret działa, są właśnie różnice w naszym muzycznym zapleczu.

Dzięki temu to, co próbujemy powiedzieć, może dostać różnych barw. Tam, gdzie ktoś szuka usystematyzowanych struktur, ktoś inny może podważać ich zasadność. Po długich dyskusjach udaje się czasem odnaleźć punkt, do którego żadna z tych osób osobno by nie dotarła. Jeśli chodzi o repertuar klasyczny, chyba tylko ja po niego sięgam. Ale wyłącznie na własny użytek — dla inspiracji, podtrzymania warsztatu i kontaktu z pierwiastkiem geniusza.

Michał: Skąd czerpiecie inspiracje?

Natalia: Trudno odpowiedzieć na to krótko, bo chyba nie mamy jednego źródła inspiracji. Kiedy człowiek przełącza się wewnętrznie na tryb tworzenia, inspiracja naprawdę jest wszędzie. Brzmi to banalnie, ale przy zmysłach szeroko otwartych i swojego rodzaju radosnej czujności tych iskier zapalnych jest wokół mnóstwo.

W T/Aborecie lubimy odbijać się od pewnego rodzaju konceptu. Pierwsza płyta była muzycznym zielnikiem, druga natomiast krąży wokół zmian i przemijania — "Cyjanotypia""KUIATi". Sam koncept daje nam punkt wyjścia, ale później najważniejsze rzeczy często wydarzą się już w procesie wspólnego grania.

Na scenie największą inspiracją są oczywiście dźwięki zagrane przez muzycznych kompanów. To, co jeden z nas zrobi w danym momencie, może natychmiast zmienić kierunek pozostałych.

Michał: Jak wspominacie koncert u nas pod galerią?

Natalia: Było to już jakiś czas temu, więc wspomnienia trochę się zatarły, ale zostały: wspaniała atmosfera, niesamowicie mili ludzie, zjawiskowy w swoim timingu dźwięk przejeżdżającego motocykla i nasz dobry flow ze sobą.

To był jeden z nielicznych koncertów, które zagraliśmy w trójkę, bez czwartej osoby. Pamiętam jednak, że wytworzyło to między nami bardzo fajną energię. Chyba też byliśmy trochę stęsknieni za graniem ze sobą tych numerów.

Michał: Czy będzie reedycja pierwszej płyty?

Natalia: Nie mamy w planach reedycji pierwszej płyty. Cały fizyczny nakład niestety już wyczerpaliśmy.

Jeśli mielibyśmy wracać do jej wydania, to pewnie w formie winyla. Takie zawsze mieliśmy marzenie.

Michał: Jakie są losy kolejnej?

Natalia: Materiał na drugą płytę jest może nie zamknięty, ale na pewno złapany. Jest koncept, są utwory. Chcieliśmy zebrać fundusze również za pomocą crowdfundingu. Dostaliśmy fajny feedback od ludzi, dużo ciepła, wsparcia i zachętę, że to miałoby sens. Samych finansów udało się jednak zebrać tylko część tego, czego potrzebowalibyśmy do realizacji całości.

Kasa więc wisi na koncie i czeka na jakiś pomysł, co z nią zrobić. Może chociaż jakiś klip. Zobaczymy.

Michał: Jak dużo w Waszych występach jest improwizacji?

Natalia: Improwizacji jest sporo. Kompozycje mają swoją strukturę, przebieg i tematy, ale zostawiają przestrzeń na opowiadanie poprzez improwizację. To właśnie tam czają się najciekawsze koncertowe momenty. Jednocześnie moglibyśmy być w tym jeszcze bardziej odważni — bardziej te formy porozpychać, połamać, totalnie otworzyć się na nieznane. Strząsnąć z siebie okowy zachowawczości. Chłopaki mają to w sobie, ja się jeszcze czaję.

Michał: Czy macie jakieś muzyczne marzenia?

Natalia: Nie wiem, czy mamy jedno wspólne muzyczne marzenie. Może właśnie ta druga płyta? I granie fajnych koncertów, w dobrej energii, z poczuciem, że nadal jesteśmy ciekawi tego, co może się wydarzyć.

Michał: Jaki jest obecnie skład T/Aboretu?

Natalia: Obecny skład to Krzysztof Guzewicz — perkusjonalia, Maciej Szczyciński — kontrabas, Łukasz Korybalski — trąbka oraz Natalia Czekała — fortepian, śpiew.

Skład przez lata jednak dość mocno ewoluował. Na początku graliśmy w składzie Artur Siejka, Karolina Matuszkiewicz i ja. Później dołączył Krzyś, a po kilku latach Artura zastąpił Jacek Mazurkiewicz. Z czasem pojawiali się też kolejni muzycy i różne konfiguracje. Okazjonalnie zamiast Karoliny koncertowali z nami Mateusz Pliniewicz albo Mateusz Szemraj. Każdy z nich wnosił inne instrumenty i inne kolory, więc te zmiany wpływały też na brzmienie zespołu. Zapraszaliśmy również dodatkowych gości, między innymi Emila Sochackiego na bansuri czy Oliwiera Andruszczenkę na klarnecie basowym.

Pierwszą płytę nagraliśmy w składzie: Karolina Matuszkiewicz, Maciej Szczyciński, Krzysztof Guzewicz i ja. I myślę, że obecność Karoliny bardzo mocno naznaczyła jej brzmienie. Wnosiła do zespołu mocno folkową wrażliwość, wyrastającą zarówno z tradycji ludowej, jak i klasycznej. To był bardzo ważny skład i bardzo ważny etap w historii T/Aboretu. Później Karolinę na stałe zastąpił Łukasz Korybalski. Ta zmiana była więc czymś więcej niż zmianą personalną — przyniosła też zmianę koloru i charakteru zespołu. Łukasz ma zaplecze jazzowe, co siłą rzeczy wpłynęło na nasz język muzyczny i sposób, w jaki zaczęliśmy ze sobą pracować.

Myślę, że właśnie to jest ciekawe w historii T/Aboretu — że skład się zmieniał, a razem z nim zmieniało się brzmienie zespołu. Jednocześnie od lat stałym punktem jesteśmy my z Krzysiem i to na tej bazie kolejne osoby wnosiły swoje instrumenty, kolory i pomysły.

Michał: Czym się zajmujecie na co dzień?

Natalia: Na co dzień zajmujemy się dziećmi i muzyką. Chyba to jest całe sedno naszej codzienności.

Michał: Dziękuję Ci bardzo Natalia za tą rozmowę. Naprawdę liczę, że uda Wam się wydać drugą płytę, a moim marzeniem jest Wasz kolejny występ pod Galerią sztuki "Schron".

Po tej rozmowie zostaje obraz zespołu, który nie boi się zmian i wciąż szuka własnego brzmienia. T/Aboret ma materiał na drugą płytę, ale równie ważna pozostaje radość wspólnego grania, improwizacji i sprawdzania, dokąd muzyka może zaprowadzić cały skład.

Zobacz całą serię wywiadów Michała Kotyrby z lokalnymi artystami.

Autor

Mikołaj Kozikowski

Zobacz wpisy autora

Dyskusja

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Adres e-mail nie będzie widoczny publicznie.