Tekst: Bohdan Makowski
Wspomnienia o zmarłych i zaduma nad przeszłością. Zbliża się Święto Zmarłych w związku z tym zmienię na chwilę trasę naszego spacerku po Giżycku i dzisiejsze spotkanie poświęcę miejscom pochówku, nie tylko naszych mieszkańców, ale również pomnikom poświęconym poległym w okresie przed zakończeniem II W.Ś.
Cmentarz przy ul. Warszawskiej i dawny kirkut
Największą i zarazem najstarszą nekropolią naszego grodu jest cmentarz przy ul. Warszawskiej - rynku miejskim. Dziś pozostała jedynie część współczesna. Jednak nie sposób nie wspomnieć o miejscu pochówku matki i jednej z sióstr Adalberta von Winklera - Wojciecha Kętrzyńskiego. Były one pochowane w wydzielonej części cmentarnej okolonej murkiem. Znajdujące się tam groby były wykonane z wielkim kunsztem sztuki kamieniarskiej i kowalskiej. Z ubolewaniem stwierdzam, że posiadam jedynie dwa zdjęcia. Jedno ukazujące bramę wjazdową znajdującą się w miejscu gdzie obecnie jest zakład fotograficzny, a przedtem była drewniana budka z lodami, zaś drugie zdjęcie przedstawia rodzinę Sieredzińskich przy cokole pomnika cmentarnego, lecz i on został zniszczony. Do tego wandalizmu można w sumie byłoby się przyzwyczaić. Bardzo dużo obiektów historycznych było zniszczonych w sposób wielce nierozważny. Daleko nie sięgając - od drogi wjazdowej na cmentarz przy ul. Smętka aż do dawnego „Wierzbokoszu” po prawej stronie alejki przylegającej do rynku była część cmentarza żydowskiego. Kirkut ten przetrwał kryształową noc kiedy to 9/10 listopada 1938 r. została spalona synagoga, a dom szanownego Daniela Jakobiego splądrowany. Jednak w roku 1968 w celu wykazania się lokalni włodarze zadecydowali, aby ten nikomu nie wadzący cmentarz został zniszczony. Znajdujące się tam macewy (płyty nagrobne) zostały wywiezione, zaś teren zaorany i obsadzony trawą. Dobrze się stało, że przynajmniej dzięki staraniom Związku Niemieckiego wybudowano kurhan z tablicami poległych z okresu I Wojny Światowej, który stoi do dziś. A przecież można było zebrać macewy w jedno miejsce i utworzyć lapidarium jako pokłon ludziom, którzy tak wiele doznali złego. Trudno stało się inaczej.
Będąc przy wejściu na cmentarz bezpośrednio od ul. Smętka po lewej stronie widoczne były (jeden został ekshumowany) groby dwóch tragicznie zmarłych strażaków jadących do pożaru. Na rozwidleniu ul. Moniuszki i Chopina samochód strażacki kierowany przez Józefa Nefla przewrócił się. Oni zginęli, a on doznał obrażeń i do końca życia utykał na nogę (był on więźniem obozu koncentracyjnego Sztuthoff udało się mu przeżyć). Kończąc pobyt na tym starym cmentarzu warto przyjrzeć się ogrodzeniom, które wykute zostały z żelaza przez co nadają grobom tam się znajdującym wielką powagę. Podkreślić warto, że groby te pomimo swojej prostoty są dowodami naszej historycznej bytności na tych terenach. Bardzo często odnaleźć tam można nazwiska polsko brzmiące pisane jedynie gotykiem.

Cmentarze rodowe i zapomniane mogiły
Innym miejscem pochówku były cmentarzyki rodowe, istniejące w obrębie swoich włości. Na wiosnę kiedy to śniegi stopnieją można jadąc samochodem zobaczyć skupiska kilku - kilkunastu grobów. Warto niekiedy oczyścić tablicę nagrobną i dowiedzieć się, kto mieszkał w tamtych czasach na naszych Mazurach. Przykładowo w Wilkaskach na przeciw zlewni. Właśnie kamienie nagrobne są niejednokrotnie przykładem tego tygla narodowościowego Polsko-Mazursko-Niemieckiego. Na jednym z nagrobków czytamy: Hier liegen 21 Deutsche und 12 unbekannte Soldaten. M.in. Wymieniane są nazwiska typowo polskie: Gdyka, Kobiela i Świderski.
Bywały też przypadki odnalezienia ciał niezidentyfikowanych. Tak było w trakcie budowy parkingu przy Wieży Ciśnień. Z przeprowadzonych ustaleń wynika, że grzebano tam ciała ludzi zmarłych na zarazę w będącym w sąsiedztwie szpitala zakaźnego.
Niewyjaśnioną sprawą jest śmierć dwóch rosyjskich żołnierzy, którzy szli w okolicy Borowa w stronę Niemców (Giżycka) z białą flagą jako parlamentariusze, lecz zostali zastrzeleni. Pochowano ich w grobie, który był przy młynie wodnym w Bystrym (mniej więcej na wysokości skrzyżowania z drogą prowadzącą do oczyszczalni ścieków). Osobiście jeszcze kilka lat temu widziałem ten grób, z prawosławnym krzyżem. Jednak w rozmowie z ludźmi, którzy byli w Giżycku jako pierwsi nie potwierdziłem tego. Informację o grobie dostałem od na Ryszarda Pawłowskiego. Był on na robotach przymusowych w Giżycku i po wojnie pozostał tu. Jak on twierdził Rosjanie brali kilku Niemców z terenu giżyckiego „getta” (Konarskiego Nowowiejska i Wilanowska.) i musieli robić prządki na grobie. To z ich wypowiedzi wynikało, że w starym pierwszo wojennym grobie pochowano wspomnianych Rosjan ponieważ krzyż był prawosławny a więc rosyjski (z dolna przekrzywiana poprzeczka).

Pomnik nad kanałem Łuczańskim
Ale nie tylko groby upamiętniają ludzi tu żyjących. Warto powrócić do pomnika stojącego nad kanałem Łuczańskim bezpośrednio przy drewnianej kładce spacerowej. Poświęcony jest on Frydrychowi Dewischajtowi. Urodzony w Lyk-u Ełku w 1805 roku, pracował jako nauczyciel. Za swoje radykalne poglądy został dyscyplinarnie przeniesiony do Gimnazjum w Gubinie (obecna Rosja) i tam zmarł w 1884 roku. Przez całe swoje życie uważał, ze Mazury winne stanowić swoją odrębność etniczną, tak jak Kaszubi, Ślązacy, Opolanie. Również cenił i szanował ciężką pracę rybaków. M.in. napisał pieśń Wild Flutet der See - Jak pięknie falują jeziora. Wdzięczni za to rybacy ufundowali mu kamień - obelisk w 1913 roku, na którym umieszczony był kamienny talerz z jego wizerunkiem. Wykonany został w Królewcu i postawiony nad kanałem, aby wracający z połowu do bazy przy ul. Łuczańskiej rybacy mogli oddać hołd swojemu bohaterowi. Sam kamień przywieziony został z okolicy Doby. Osobiście z żoną Krystyną i dwoma synami Pawłem i Markiem umieściliśmy na postumencie tablicę wykonaną (po znajomości) przez pracowników POLAMU o wymiarach 15 x 25 cm, o treści Frydrich Dewischeit Piewca Ludu Mazurskiego 1805-1884 (pomnik po wojnie został przewrócony i częściowo zdewastowany).


Pamięć o zmarłych i opieka nad grobami
Dziś w miarę upływu lat grobów przybywa. Dawny cmentarz nowy przy ul. Węgorzewskiej obecnie stał się starym. To tu m.in. spoczywa dziecko Zbigniewa Cybulskiego sławnego aktora, który wżeniony był w rodzinę Ulasińskich mieszkających na ul. Mickiewicza. Czas płynie ludzie rodzą się i umierają. W moim odczuciu i nie tylko moim mogę powiedzieć, że tylko tego możemy uznać za Giżycczanina, który z miastem połączony jest nie tylko nicią sympatii, przywiązaniem i fascynacją naszym grodem, lecz tego kto ma rodzinne groby na lokalnych cmentarzach. Rokrocznie nawet w bardzo złą pogodę w Święto Zmarłych miasto nasze odwiedza niezliczona ilość jej byłych mieszkańców. Oni nie tylko spacerują po cmentarzach. Widać jak stawiają znicze pod naszymi pomnikami i krzyżami misyjnymi. To właśnie Święto Zmarłych - Zaduszki nastrajają refleksyjnie za minionymi czasami, za tym co bezpowrotnie przeminęło.

W tym momencie widzę wielką rolę dla pasjonatów, historyków, aby zachować to wszystko co pozostało z lat naszej młodości, lat w sumie beztroskiej wędrówki ku słońcu, kiedy to alerty harcerskie wychowywały młodzież w duchu patriotyzmu. Opieka nad grobami, nawet tymi nieznanymi zmuszała nas do zadumy nad tym co minęło. I stawało się nie tylko refleksją a raczej wykładnią na przyszłość dla naszych następców.
Obecnie w wyniku uwikłanych rozgrywek polityków palenie zniczy jawi się jako manifestacja swoich poglądów, osobisty sprzeciw przeciwko czemukolwiek, lecz nam żyjącym w warunkach pojmowania dobry - zły, uczciwy - kłamca, nadal symbol ognia jest pamięcią o zmarłych, o naszych bliskich i nawet tych bezimiennych, którzy oddali swoje życie tu na mazurskiej ziemi. Każdy z nas odnajdzie miejsce, w którym może postawić znicz: Bojownikom o Polskość Mazur, Sybirakom poległym na dalekim wschodzie, poległym za Polskę w formacjach wojskowych i partyzanckich. A gdy nie będzie tam miejsca w każdej chwili można zapalić znicz przy krzyżu misyjnym, przy którym rokrocznie zniczy przybywa. Pozdrawiam Bohdan Makowski s. Władysława.
Cmentarz przy ul. 1 Maja i wspomnienia o Henryku Nieszczyżewskim
Pozwólcie Państwo, że powrócę jeszcze do cmentarzy. Jak wspomniałem wraz z pierwszym dyrektorem Kulikiem do Giżycka przyjechał Pan Henryk Nieszczyżewski Zamieszkał początkowo wraz z żoną na ul. Nowowiejskiej 11 (w tym samym domu, w którym pracował na robotach przymusowych R. Pawłowski). M.in. poza zieleńcami, a ma też sukcesy w tym temacie, aby nie sięgać daleko. Przy budynku obecnej Gminy Giżycko zasadzone były niecodzienne drzewa, w tym też drzewa iglaste. Co do cmentarzy. Jest on współprojektantem cmentarza przy ul. 1 Maja w części poza kaplicą. Bezpośrednio po wojnie zmarłych grzebano w części północnej cmentarza przy ul. Warszawskiej. Jednak już przed zakończeniem wojny Niemcy przygotowali nowy cmentarz przy ul 1 Maja. W tym czasie ul. 1 Maja praktycznie kończyła się na domu - stodole Baharewiczów. To był taki zmyślny budynek. Połowa była, a w sumie ¾ dużą stodołą, natomiast w ¼ była w części murowana, co stanowiło część mieszalną. Do mieszkania wchodziło się wejściem do … stodoły. Dopiero po kilku latach Hipolit producent fantastycznej kiszonej kapusty i nie tylko, dobudował ganek oraz drzwi wejściowe od podwórka. Dom ten bezpośrednio za budynkiem Milicji był ostatnim po prawej stronie na ul. 1 - go Maja. Za nim przestrzeń do cmentarza stanowiła wielkie wykopalisko - wybierano żwir i piasek. W tym miejscu utworzono wysypisko śmieci. Lewa strona ul. 1 - Maja kończyła się praktycznie na ul. Batorego. Za budynkiem nr 15 ulica Batorego łączyła ul. Mazurską z ul. 1 Maja i była ona na wysokości biura, przekaźnika radiowego. Dalej po lewej stronie były puste tereny wykorzystywane jako ogródki działkowe. Przepraszam bym skłamał. W miejscu gdzie obecnie mieści się biuro firmy Darka Pindura „Opel” było na górce gospodarstwo rodziny Ryszarda Gago. Starszy syn Leszek Gago, nie żyj, tak jak jego teść kierownika Piekarni K Gierulski młodszy syn Jarek mieszkający w Spytkowie (pierwszy budynek po lewej stronie) jest kierownikiem ZBR SM Mamry.

Ekshumacje i losy dawnych pochówków
Na cmentarz prowadziło wejście istniejące do dziś. W tym czasie pobudowana była kaplica. Pierwsze groby były po prawej stronie. W tym czasie zaprojektowana została przez Pana Henryka „Aleja Zasłużonych” oraz rozmieszczone poszczególne kwatery. W rozmowie z Panem Henrykiem dowiedziałem się wiele ciekawych tematów związanych z cmentarzem przy ul. Warszawskiej i nie tylko. Mianowicie na cmentarzu przy Małej Popówce (ul. Moniuszki, rozwidlenie wjazdu na Twierdzę) było pochowanych 6 ułanów, którzy z niewiadomych powodów zostali zabici w Giżycku i pochowani na tym cmentarzu prawdopodobnie we wrześniu 1939 roku. Ciała ich po ekshumacji, widać było resztki mundurów, przewieziono na cmentarz zbiorowy w Olsztynie. Również Pan Henryk wspominał, że we wsi Doba w jednej z kaplic Rosjanie odnaleźli groby rodziny von Tauteberg. Były tam ciężkie dębowe trumny. Aby wieko podnieść trzeba było co najmniej dwóch osiłków. Wewnątrz ciała były zmumifikowane i umieszczone w metalowych trumnach. Rosjanie co im się spodobało pozabierali, a te mumie takie woskowatego koloru, na których było widać każdą żyłkę i kostkę porozrzucali po okolicy. Pan Henryk doprowadził do ich uporządkowania i ponownego pochowania. Taki zakres prac był również związany z cmentarzem na ul. Warszawskiej. Cemenciarz ten praktycznie z dniem 1.07.1957 r. przestał funkcjonować. Jednak dopiero w połowie 1960 roku przystąpiono do uporządkowania części południowej. Łącznie z tego miejsca ekshumowano 180 ciał, w tym ponadto 87 nieznanych. Te groby, którymi opiekowały się rodziny, były zadbane, przenoszono na cmentarz jak to nazywano nowy na ul. 1 Maja. Ciała z 87 grobów, w sumie to były szkielety, umieszczano w drewnianych skrzynkach, pochowano w zbiorowej mogile przy ogrodzeniu w ciągu „Alei Zasłużonych”. Umieszczony tam został krzyż z napisem „Tu spoczywają NN Niemcy”. Jakież było zdziwienie Pana Henryka, że kilka lat temu na spacerze odwiedził ten grób i zobaczył napis, że „Tu są pochowani żołnierze Wermachtu”. Jego zdaniem jest to wierutna bzdura bowiem były to groby nawet z okresu poprzedzającego I Wojnę Światową. To właśnie ciało wspomnianego Max - a i jego żony Gertrudy Schuran również przeniesiono na nowy cmentarz. Przeniesiono tam też ciało sędziego niemieckiego (po wojnie był sędzią w Sądzie Grodzkim w Łuczanach) Pana Kocha, zmarłego w 1960 roku. Odnośnie wątpliwości w kwestii pozostawienia ciał na starym cmentarzu Pan Henryk twierdzi, że ekshumacji podległy groby widoczne lub oznakowane na mapie. Taka mapa była w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Olsztynie i od nich otrzymał odpisy tej dokumentacji. Całość dokumentacji związanej z ekshumacją, gdzie i jakie groby powstały winne znajdować się w UM bowiem to wszystko było w PGKiM.



Co stało się z dawnymi nagrobkami?
W dalszej rozmowie dowiedziałem się, że kwatery, a raczej poszczególne groby były wykonywane z różnych materiałów, m.in. groby żydowskiego kirkutu były usytuowane głową na południe, a na północ nogami. Tablice - macewy wykonane były głównie z piaskowca. Materiał słaby do przeróbki. Taki sam problem był z potężną kolumną stojącą na początku cmentarza od ul. Warszawskiej. Kamieniarze próbowali ją odpowiednio pociąć, lecz wszelkie próby powodowały, że łupała się ona w niesymetryczny sposób wobec tego zaciągnięto ją do końca ulicy Dąbrowskiego nad jezioro i tam w tym bagnistym terenie utopiono. Wyjaśniając kwestię wywożenia gruzu pocmentarnego. Pan Henryk osobiście nadzorujący prace przypomina, że na terenie, gdzie obecnie mieści się plaża miejska (praktycznie teren po drugiej stronie alei prowadzącej do MBSW) stanowiły grzęzawiska ciągnące się aż do mola kanału węglowego. To właśnie w te miejsca i przedłużenie ul. Dąbrowskiego wywożono ciężki gruz pocmentarny. Po drodze wywożono też w sumie ziemię i piasek do dołu na ul. Dąbrowskiego 2. Składowisko nagrobków i części grobowców mieściło się w początkowej fazie w północno - wschodniej części cmentarza. Był to ostatni etap tworzenia parku pocmentarnego. Część nagrobków jako płyty wywieziono na wspomniane mokradła. Wybrane wartościowe płyty trafiły m.in. na ul. Konarskiego (obecnie skrzyżowanie z ulicą Konarskiego, Krótką i Sikorskiego). Tam stała duża stodoła i pracownicy komunalni R. Pawłowskiego robili płyty chodnikowe, krawężniki. Co stało się z tymi marmurami nie wiadomo. W części południowej nie zostały usunięte do końca wszystkie groby. Wynikało to z faktu, jak wspomniałem, dokonywania ekshumacji grobów oznakowanych, widocznych i do głębokości 1,5 metra. Pan Henryk przypomina sobie, że spychacze równając ziemię natrafiały na głębokie grobowce, które tak naprawdę może miały w dolnych, nieznanych kondygnacjach ciała bardzo dawno pochowanych.

Pomysł lapidarium i troska o pamięć
Dzisiejszy temat naszej wędrówki kończę w takim nastroju cmentarnym, lecz sądzę, że mój pomysł, aby z części grobów żydowskich i innych utworzyć lapidarium wykorzystując tablice nagrobne ponownie sam się wykluwa. Przeniesienie ciał na teren nowego cmentarza na ul. Leśną jest delikatnie mówiąc nietrafiony. A czy nie lepiej otworzyć wspólny grób na cmentarzu przy ul. 1 Maja i tam dokooptować ciała zmarłych do już poprzednio pochowanych.
Na tym zakończę dzisiejszą wędrówkę, ale jak wszystkim wiadomo jest, iż nasze życie nieodzownie splątane jest elementem śmierci i tylko od nas zależy czy pamięć po zmarłych, uczczenie ich szczątków będzie świadczyło pozytywnie o nas samych. B.M.
Dziękujemy Panu Bohdanowi Makowskiemu za podzielenie się wspomnieniami i przybliżenie historii Giżycka oraz ludzi, którzy je tworzyli.
Dyskusja
0 komentarzy