Adam Zalewski Trio o wolności tworzenia, bluesie i scenicznych emocjach. Rozmowa Michała Kotyrby

Adam Zalewski Trio z Dariuszem Matyjasem w Galerii Schron

Adam Zalewski Trio opowiada Michałowi Kotyrbie o wolności tworzenia, bluesie i tym, dlaczego najlepiej grać rzeczy, które naprawdę się czuje.

To muzyczna odsłona serii rozmów Michała. Jest tu próba dźwięku, koncertowa energia, trochę festiwalowych wspomnień i spokojna rozmowa o tym, jak zespół pracuje po swojemu.

Rozmowę przeprowadził Michał Kotyrba. Publikujemy ją za zgodą autora.

Wracamy do sobotniego występu grupy Adam Zalewski Trio. Przed Państwem zapis rozmowy którą przeprowadził Michał Kotyrba.

Grajmy to, co naprawdę czujemy

Rozmowa z zespołem Adam Zalewski Trio o wolności tworzenia, bluesie, scenicznych niespodziankach i festiwalowych emocjach.

Szczera, bezpretensjonalna i pełna autentycznego uczucia do muzyki – taka jest twórczość Adam Zalewski Trio. Wyjątkowe spotkanie z zespołem odbyło się tuż przed ich występem w ramach Sceny Centrum, tuż pod naszą Galerią Sztuki „Schron”. Tuż po zakończeniu próby i próbie dźwięku usiedliśmy, by porozmawiać o tym, jak powstają ich autorskie utwory, jak na co dzień godzą pasję muzyczną z pracą zawodową, jak radzą sobie z próbami mimo dzielących ich odległości oraz dlaczego artystyczna niezależność jest dla nich największą wartością.

Skład zespołu: Adam Zalewski (śpiew, gitara, harmonijka ustna, instrumenty perkusyjne), Artur Głowacki (gitara), Mariusz Wojewoda (perkusja, instrumenty perkusyjne).

Michał Kotyrba: Gracie w trójkę, ale nazwa wskazuje jednoznacznie na lidera. Dlaczego akurat Adam Zalewski Trio, a nie na przykład Mariusz Wojewoda Trio albo Artur Głowacki Trio?

Adam Zalewski: Cała historia zaczęła się od tego, że po prostu zapragnąłem pisać coś własnego, autorskiego. Praktycznie od samego początku tworzyliśmy te utwory razem z Arturem, ale mój styl pracy od zawsze wygląda tak, że siadam z gitarą i od razu układam muzykę równolegle ze słowami. W 98% przypadków tak u mnie powstają piosenki. I chyba z tego naturalnie wyniknęło, że szyld przyszedł od mojego nazwiska.

Michał Kotyrba: Nawiązując do nazwy – wymyślenie dobrej nazwy dla zespołu to często spore wyzwanie…

Artur Głowacki: Dodatkowym powodem była czysta praktyka – niezmiernie trudno jest wymyślić nazwę zespołu, która po czasie nie brzmi infantylnie albo po prostu głupio. A że nazwa „Metallica” była już zajęta, musiał zostać Adam Zalewski Trio! (śmiech) Brzmiało to spójnie, logicznie i naturalnie.

Michał Kotyrba: Adamie, skoro wychodzisz z pierwszym zarysem kompozycji, to czy większość pomysłów aranżacyjnych również wychodzi bezpośrednio od Ciebie? Jak wygląda u Was podział ról – czy to twarda ręka lidera, czy pełna demokracja?

Adam Zalewski: Na etapie aranżacji absolutnie nie. Z mojej strony powstaje szkielet: konstrukcja tekstu, muzyka, akordy i ogólny zarys formy. Potem Artur z Mariuszem dokładają całą swoją wrażliwość, swoje gitary i bębny. Uważam, że tak jest najlepiej. Nie lubię nikomu układać palców na gryfie ani narzucać, jak dokładnie ma zagrać. Chcę, żeby każdy wyrażał siebie przez swój instrument. Jeśli wszystko ze sobą współgra – a właściwie prawie zawsze się zgadza – to jest super i tak zostawiamy.

Artur Głowacki: Adam zdecydowanie nie jest typem szefa-dyktatora. Bardzo często wspólnie decydujemy o formie piosenek – gdzie dać pauzę, a gdzie wzmocnienie instrumentalne. Podsuwamy sobie nawzajem pomysły, np. żeby akcent na talerzu zagrał równocześnie z gitarą. Adam jest raczej naszym „zawiadowcą” i organizatorem czasu pracy. Załatwia koncerty, rozmawia z organizatorami i bierze na siebie logistykę. To trochę rola menedżera, ale ponieważ to jego autorski projekt, robi to z pełną odpowiedzialnością i dba o spójność całego zespołu.

Michał Kotyrba: Jak często odbywają się Wasze próby? Wiem, że mieszkacie w różnych miastach, więc organizacja spotkań pewnie wymaga sporo elastyczności.

Adam Zalewski: To prawda, mieszkamy w różnych miejscach. Ja wprawdzie od 26 lat mieszkam w Warszawie, ale pochodzę z Mazur. Artur jest rodowitym warszawiakiem, natomiast Mariusz pochodzi z Lubelszczyzny. Przez to nasze próby odbywają się raczej indywidualnie – każdy przygotowuje swój materiał w domu, a w pełnym składzie spotykamy się przed koncertami. Przez te wszystkie lata po prostu tak dobrze się dotarliśmy, że ten system doskonale się u nas sprawdza.

Michał Kotyrba: Z tego co wiem, żaden z Was na co dzień nie żyje wyłącznie z grania. Czym zajmujecie się zawodowo poza zespołem?

Adam Zalewski: Ja na co dzień pracuję w branży medycznej.

Mariusz Wojewoda: Ja z zawodu jestem informatykiem.

Artur Głowacki: A ja na co dzień pracuję w korporacji w sektorze IT.

Michał Kotyrba: Etykieta, która do Was przylgnęła, to blues. Czy to faktycznie główny gatunek, który gra w Waszych duszach na co dzień?

Artur Głowacki: Powiedziałbym raczej, że poruszamy się w okolicach bluesa. Słuchamy bardzo różnorodnej muzyki. Jeśli gdzieś tam przemyka blues, to super, ale absolutnie nie zamykamy się w jednej szufladzie.

Adam Zalewski: Dokładnie tak. Słucham muzycznie bardzo szeroko. Jednak kiedy zacząłem pisać pierwsze teksty – to wszystko, co wylało mi się z serca i „spod wątroby” na papier – naturalnie najlepiej układało mi się właśnie z tą estetyką. To muzyczny język, który najlepiej oddaje te emocje.

Michał Kotyrba: Adam, pojawiasz się na scenie w różnych rolach – choćby w zespole Strefa Mocnych Wiatrów, gdzie grasz na basie. Tu śpiewasz, grasz na gitarze, harmonijce ustnej oraz instrumentach perkusyjnych, podobnie jak Mariusz. Kim czujesz się najbardziej: basistą, wokalistą, gitarzystą czy po prostu liderem?

Adam Zalewski: Można powiedzieć, że jestem pod tym względem muzycznym schizofrenikiem! (śmiech) Żadna z tych ról mi nie przeszkadza. Słucham różnej muzyki i odnajduję się w niej z każdej strony. Na basie grałem przez dobre trzydzieści lat i uwielbiam ten instrument. Ale w pewnym momencie poczułem potrzebę głębszego uzewnętrznienia się tekstowego. Chciałem oddać z siebie więcej emocji. Bas daje świetne podłoże rytmiczno-melodyczne, ale to śpiew i gitara pozwalają mi przelać na scenę dokładnie to, co czuję.

Michał Kotyrba: Kilkukrotnie mieliście okazję występować na Suwałki Blues Festival. Jak wspominacie ten festiwal ze swojej perspektywy?

Adam Zalewski: Moja pierwsza wizyta w Suwałkach miała miejsce lata temu, kiedy przyjechał tam Warren Haynes z Gov’t Mule. Kiedy zobaczyłem, że artysta tej klasy gra darmowy koncert w Polsce, uznałem, że trzeba tam być. A potem pomyślałem: skoro już tu przyjeżdżam, to może warto też zagrać? I tak się zaczęło. Suwałki Blues Festival ma niezwykły klimat – cały czas miasto dosłownie żyje tą muzyką przez dwa czy trzy dni. Przypomina mi to dawne klimaty festiwalowe z Jarocina, Brodnicy czy Ostródy.

Artur Głowacki: Dla nas ogromnym przeżyciem były też występy na Rawie Blues w katowickim Spodku. Udało nam się przejść eliminacje spośród kilkudziesięciu zespołów i zagrać tam dwukrotnie. Możliwość podglądania takiego festiwalu od kulis była fantastycznym doświadczeniem.

Michał Kotyrba: Wielu doświadczonych muzyków przyznaje, że we współczesnej Polsce z samego bluesa trudno jest wyżyć. Jak Wy do tego podchodzicie i jakie są Wasze muzyczne marzenia?

Artur Głowacki: Ja chyba nie chciałbym utrzymywać się wyłącznie z muzyki. Gdyby stała się moją codzienną pracą nakazową, mógłbym przestać ją kochać. Dzięki temu, że mój byt nie zależy od tego, co gram i dla kogo, na każdym koncercie gramy wyłącznie utwory, które sami uwielbiamy. Żadnego grania „do kotleta”. A marzenia? Żeby ludzie po prostu przychodzili na koncerty, słuchali naszej muzyki i odnajdywali w niej te same emocje, które my w nią wkładamy.

Michał Kotyrba: Na koniec wróćmy na chwilę do Waszego zeszłorocznego koncertu u nas. Czy jest coś szczególnego, co zapadło Wam w pamięć?

Artur Głowacki: Zdecydowanie historia z próbą i początkiem koncertu! Zrobiliśmy soundcheck – wszystko brzmiało idealnie. Zaczynamy pierwszy utwór na żywo, gramy wstęp, Adam ma uderzyć pierwszy raz w stopę perkusyjną i… w tym dokładnie momencie stopa ulega całkowitej awarii! (śmiech) To był dosłownie pierwszy dźwięk koncertu. Zapadło mi to w pamięć chyba na zawsze. Ale publikę mamy cudowną – ludzie dopisali, sala była pełna i grało się wspaniale.

Michał Kotyrba: Dziękuję Wam bardzo za rozmowę i życzę udanego dzisiejszego koncertu!

Adam Zalewski: Dzięki wielkie! Do zobaczenia pod sceną.

Po tej rozmowie zostaje przede wszystkim energia grania po swojemu. Adam Zalewski Trio brzmi tu jak zespół, który nie goni za etykietą, tylko pilnuje własnego języka i koncertowej szczerości.

Zobacz całą serię wywiadów Michała Kotyrby z lokalnymi artystami.

Dodaj komentarz

Cześć Giżycko
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.